Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.
O nas
Skąd pomysł na hotelik dla psów?
Idea założenia hoteliku dla psów powstała z potrzeby serca – rosła naturalnie, dojrzewała z czasem, zgodnie z moimi zamiłowaniami i chęciami. Ale od początku…
Przez wiele lat zajmowałam się trudnymi psami – agresywnymi, skrzywdzonymi przez ludzi, chorymi i porzuconymi z różnych względów. Byłam dla nich domem tymczasowym, czasem lekarzem, kimś, kto pomagał psom na nowo zaufać i pokochać człowieka. Największą radość przynosiły mi momenty, w których te psiaki trafiały do swoich nowych domów – już z wyleczonym sercem i ciałem, bez agresji lękowej, bez dolegliwości, zrozumiane i poukładane na nowo.
Pamiętam każdego z nich. Hammera – bulteriera, który zaatakował swojego „właściciela”, wyrywając mu twarz, broniącego zasobów do granic możliwości, uratowanego przed „igłą” w ostatniej chwili. Borysa – przerośniętego czarnego labradora, który miesiącami walczył z nosówką, spisanego na straty, bo przecież „nie ma dla niego szansy”. Sharon – przepiękną argentynkę, która na swoim koncie miała kilka zagryzień psów, bo nie tolerowała żadnego stworzenia. Było ich wiele. Każdy z nich to inna historia, inne potrzeby, ale zawsze ten sam ból, strach i oczy, których nie da się zapomnieć.
Zajmowałam się również hodowlą (FCI) American Staffordshire Terrierów. Jej początkiem była sunia, z którą dorastałam. Psy były ze mną zawsze. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez nich. I pomimo tego, iż przez chwilę moja droga zawodowa poprowadziła mnie w inną stronę, psy zawsze mi towarzyszyły i zawsze podświadomie moje działania prowadziły w ich stronę.
Po latach, kiedy sytuacja życiowa i mój czas pozwoliły mi na spełnienie mojego największego marzenia, zamieszkał z nami wspaniały Cane Corso, potem drugi… Związałam się z fundacją roztaczającą opiekę nad molosami i znów byłam domem tymczasowym i adopcyjnym. Znów czułam, że robię to, co jest moim przeznaczeniem.
Dalej powstał nasz Dawny Dom – cudowne miejsce noclegowe w stylu XX‑lecia międzywojennego, z muzeum radiofonii i stowarzyszeniem historycznym w tle. Miejsce, które przenosi w dawne, wspaniałe czasy. Z XVIII‑wiecznymi piecami kaflowymi, pełne magii i historii. Apartamenty otworzyłam, jak się okazało, w większości dla gości z psami – bez względu na wielkość i rasę. Stworzyliśmy miejsce, w którym nasi goście czują, że ich podopieczni są naprawdę mile widziani.
Sylwester u nas to noclegi dla gości z psami lękowymi – w ciszy i spokoju, bez leków uspokajających, bez nerwówki. Wokół nas roztaczają się lasy, pola i łąki – wymarzone miejsce na pobyt z psem. Mamy własny park z ławeczkami i starodrzewem, dużo miejsca do biegania. Z wieloma gośćmi zdążyliśmy się zaprzyjaźnić – wracają do nas często, zostawiają pod naszą opieką swoich przyjaciół, kiedy sami jadą na wycieczkę czy do restauracji.
Przebywały u nas ogary zranione podczas polowań – miały u nas bezpieczną przystań, opiekę i miejsce, w którym dochodziły do zdrowia. Ich właściciele mogli spokojnie zająć się pracą. Zdarzało się, że psy naszych gości trafiały do nas w trakcie ich zagranicznych podróży. Takich sytuacji było coraz więcej.
Wniosek nasunął się sam – hotelik dla psów! Taki, w którym psy będą jak w domu. Taki, w którym, jeśli zachodzi potrzeba, pracujemy z psem: pomagamy w problemach behawioralnych, w przełamywaniu lęków, w treningu dobrych nawyków. Taki, w którym dostęp do lekarza weterynarii w razie potrzeby jest w zasadzie nieograniczony, o każdej porze. Hotelik, w którym przyjmujemy również psy wiekowe i chore, wymagające podawania leków, iniekcji i bardziej uważnej opieki.
Robię to na co dzień. To moja pasja. Zajęcie, które daje mi radość i odskocznię. Dużo lepiej pracuje się, kiedy kocha się swoje zajęcie – a ja wiem, że opieka nad psami to właśnie moja droga.